Zimowisko w Szczawnicy to już historia!

Ale na szczęście mamy co wspominać! Działo się tyle rzeczy, że aż ciężko było czasem nadążyć. Pogoda była łaskawa, dzięki temu mogliśmy zrealizować wszystkie nasze plany, które były na tapecie. A było tego naprawdę sporo!

Już w drodze do Szczawnicy, zatrzymaliśmy się na krótkie zwiedzanie pieknego obiektu  wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO wraz z przewodniekiem. Był to drewniany kościółek w Dębnie Podhalańskim, który ma niesamowitą historię, a jeszcze bardziej niesamowite jest to, że od początku powstania jest cały drewaniany, nie ma żadnego gwoździa, a w środku jest cały w pięknych oryginalnych malowidłach ściennych! Perełka!

Hotel w którym mieszkaliśmy jest bardzo fajnie położony, ponieważ leży tuż przy rzece Dunajec, dzięki temu bardzo chętnie wybieraliśmy się na piesze wycieczki. Podczas marszów w Narodowym Parku Pienińskim dotarliśmy raz na Słowację, gdzie zrobiliśmy małe zakupy, a także spróbowaliśmy lokalnego piwka.

Dunajec w połączeniu z tymi pięknymi masywami górskimi Pienin, tworzył tak piękną kompozycję, że nie mogliśmy oderwać wzroku. Był też czas na regenerację po naszej stronie granicy w Schronisku PTTK Orlica Szczawnica gdzie skusiliśmy się na pienińską szarlotkę!

Druga trasa z hotelu, także piękna widokowo, prowadzi promenadą wzdłuż rzeki Grajcarek do stoku narciarskiego Palenica. Właśnie tego dnia, kiedy wjeżdżaliśmy kolejką na Palenicę mieliśmy genialną, słoneczną pogodę i obłędną przejrzystość powietrza! Był czas na zdjęcia i zachwyty, a potem ruszyliśmy w kierunku centrum Szczawnicy. Przeszliśmy przez Park Górny, Plac Dietla i spragnieni poszliśmy do Pijalni na uzdrowiskową wodę.

Podczas pobytu, wybraliśmy się także na wycieczkę na Słowację do miejscowości Vbrov. Jest to kompleks basenów termalnych z siarkową wodą. Słoneczko nam dopisało, więc oprócz leczniczych właściwości źródeł, łapaliśmy jeszcze witaminę D!

Kolejną atrakcją był kulig z pochodniami i biesiadą z kiełbaskami! Były tańce! Śpiewy! Pyszne jedzonko! Totalne szaleństwo wokół ogniska! Ale to nie była jedyna taka integracja. Razem z grupą wybraliśmy się do bardzo kameralnej „restauracji u Zosi” z tradycjami, w której mogliśmy spróbować regionalnego piwka Ducha Pienin, grzanego winka, wysokoprocentowego specjału naszych sąsiadów tzw. Tatratea, a także włoskiego przysmaku Bombarninio, który przypomina nasz adwokat, tylko jest podawany na gorąco i z bitą śmietaną! Mniam!

Grupa z niecierpliwością wyczekiwała imprezy przebieranej, która w tym roku była pod hasłem flamenco! Podczas zimowej aury, bo akurat na koniec wyjazdu spadło baaardzo dużo śniegu, przenieśliśmy się do słonecznej Hiszpanii! Sala wypełniła się fantastycznymi tancerzami flamenco! Bal trwał nam się wydłużył ponad dwukrotnie, a parkiet aż palił się od naszych tańców! Olè!

Oprócz tańców, marszy, znaleźliśmy także czas na odrobinę gimnastyki w pięknej sali z widokiem na Pieniny. W wolnych chwilach uczestnicy relaksowali się w hotelowej w strefie SPA i korzystali z dodatkowych zabiegów. 

Na zakończenie naszego pobytu, przygotowałam dla mojej grupy niespodziankę! Mieliśmy ogromną przyjemność posłuchać i pośpiewać wraz z najprawdziwszą kapelą góralską: kolędy, góralskie przyśpiewki czy biesiadne przeboje. A to wszystko dopełnił śnieg za oknem, kolorowe lampeczki w oknach i piękna choinka na sali.

Co ciekawe, podczas tego wyjazdu mieliśmy, aż czterech Jubilatów! Więc co drugi dzień mieliśmy co świętować!

I tym sposobem dotarliśmy do końca naszego pobytu w Szczawnicy, ale mam ogromną nadzieję, że jeszcze tu wrócimy i odkryjemy kolejne piękne miejsca w tej okolicy, bo jeszcze wiele przed nami!

 

Chcecie zobaczyć jak było?

Zdjęcia umieszczam poniżej!

Zapraszam też do obejrzenia FILMIKU, który także jest poniżej.

Powróćmy raz jeszcze do Szczawnicy!

A za rok kolejny wyjazd i kolejne atrakcje! A tym czasem już 7 czerwca wakacje ze Szczeroaktywną w Sarbinowie (tym razem jedziemy na 10 dni!), na które serdecznie Cię zapraszam już teraz!